Miedziak wita się ze wszystkimi i serdecznie pozdrawia fanów geocachingu, podróży, jak i bloga. Możecie mnie logować i zostawić jakieś miłe słowo, dla mnie oraz innych Miśków:) Życzę Wam wspaniałych przygód podczas podróży i przesyłam wszystkim dobrą energię, która przyda się do długiego łazęgostwa:*
piątek, 29 kwietnia 2016
środa, 20 kwietnia 2016
Drogie Międzyzdroje
Podczas pobytu w Świnoujściu wybraliśmy się kilka kilometrów dalej, do Międzyzdrojów. Jakoś bardzo dobrze zapamiętałam Muzeum Figur Woskowych, w których byłam kilka lat temu i chciałam je raz jeszcze zobaczyć.
Fakt, kaczek za dużo tam nie ma, aczkolwiek zdecydowaliśmy się trochę zmienić klimat. Pierwsze co "zaliczyliśmy" figurki i przeżyłam szok! Otóż muzeum, które tak fajnie wspominałam okazało się totalną klapą. Nie dość, że za wejście krzyczą sobie 15 zł, to figurki kompletnie nie przypominają oryginałów, jest ich tam bardzo mało, (jedyne) 5 minut kręcenia się wokół słabo przygotowanych woskowin, a na koniec jeszcze za mały szalecik trzeba zapłacić 2 zł... wrr...Na wszystkim chcą zarobić i zdaje się, że to już chyba delikatna przesada. Odradzamy...
Całkiem fajnie jest też na Rynku, gdzie można zobaczyć Promenadę Gwiazd i porównać swoje dłonie do rąk ludzi znanych. Ja mam rękę Cezarego Pazury:) a Wojtek nawet nie szukał, przekonany o wyjątkowości swoich dużych rąk (mam szczęście, że mój narzeczony jest prawie dwumetrowym samcem, który rzadko kiedy mieści się w jakiekolwiek ramy:))
Podczas spacerowania i oglądania wszelkiej maści pierdółek, na już działających straganach, męski Łajz zaciągnął mnie do automatu z pluszakami. Oświadczył, że teraz wyciągnie mi miłego Misia, myślę sobie "dobra, jasne Kotuś próbuj, pociesze Cię zaraz, że przecież i tak nie dało by rady wyciągnąć czegokolwiek z tej maszyny"... A mój skarb, nie przejmując się moją miną i wątpliwościami, pokręcił się wokół, nakierował łapkę, wyśrodkował, chwile pomierzył wzrokiem i bęc! Naciska przycisk opuszczający, który... wyciąga najpiękniejszego pluszaczka pod Słońcem:)
Ale się ucieszyłam i zdziwiłam i mówię, że przecież "wow", super za pierwszym razem! Na co moja połówka informuje skromnie, że przecież to proste i że kiedyś na wyjazdach z mamą całe worki wyciągał maskotek, że dużo grał i ma wprawę... Ile to ja jeszcze rzeczy o nim nie wiem:*, w każdym razie trafił do nas nowy przyjaciel rodziny. Dostał od razu swoje imię: Miedziak i do końca wyjazdu towarzyszył nam w podróży:)
Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie zgarnęli choć jednej kaczuchy. Blisko Międzyzdrojów znajduje się Wzgórze Gosań, położone na terenie Wolińskiego Parku Narodowego. Jest to wzniesienie liczące aż 93,4 m.n.p.m, czuło się wysokość chcąc się do niego dostać. A jak już się wspięliśmy, po drodze podziwiając uroki parku, widok zaparł nam dech w piersiach... Słuchajcie, tam po prostu trzeba być... czasami, kiedy nie mogę zasnąć wyobrażam sobie piękne widoki, miejsca przyjemne. Od tej pory takim usypiaczem jest ten widok... Naprawdę cudownie, pięknie, jakby człowiek przeniósł się do świata marzeń. Dziękujemy autorowi kesza za pokazanie tak świetnego miejsca, bez geocachingu w życiu nie wiedzielibyśmy o jego istnieniu, pozdrawiamy Soolash.
Fakt, kaczek za dużo tam nie ma, aczkolwiek zdecydowaliśmy się trochę zmienić klimat. Pierwsze co "zaliczyliśmy" figurki i przeżyłam szok! Otóż muzeum, które tak fajnie wspominałam okazało się totalną klapą. Nie dość, że za wejście krzyczą sobie 15 zł, to figurki kompletnie nie przypominają oryginałów, jest ich tam bardzo mało, (jedyne) 5 minut kręcenia się wokół słabo przygotowanych woskowin, a na koniec jeszcze za mały szalecik trzeba zapłacić 2 zł... wrr...Na wszystkim chcą zarobić i zdaje się, że to już chyba delikatna przesada. Odradzamy...
Powyżej parę figurek, które jeszcze się dało sfotografować i może trochę oddają pierwowzory.
Po delikatnym rozczarowaniu wybraliśmy się na molo (które o dziwo darmowe) i trochę pospacerowaliśmy, tutaj było całkiem miło. Mogliśmy kupić pycha lody i rozkoszować się nimi w przyjemnym miejscu, także od razu dostałam lepszego humoru:)
Całkiem fajnie jest też na Rynku, gdzie można zobaczyć Promenadę Gwiazd i porównać swoje dłonie do rąk ludzi znanych. Ja mam rękę Cezarego Pazury:) a Wojtek nawet nie szukał, przekonany o wyjątkowości swoich dużych rąk (mam szczęście, że mój narzeczony jest prawie dwumetrowym samcem, który rzadko kiedy mieści się w jakiekolwiek ramy:))
Podczas spacerowania i oglądania wszelkiej maści pierdółek, na już działających straganach, męski Łajz zaciągnął mnie do automatu z pluszakami. Oświadczył, że teraz wyciągnie mi miłego Misia, myślę sobie "dobra, jasne Kotuś próbuj, pociesze Cię zaraz, że przecież i tak nie dało by rady wyciągnąć czegokolwiek z tej maszyny"... A mój skarb, nie przejmując się moją miną i wątpliwościami, pokręcił się wokół, nakierował łapkę, wyśrodkował, chwile pomierzył wzrokiem i bęc! Naciska przycisk opuszczający, który... wyciąga najpiękniejszego pluszaczka pod Słońcem:)
Ale się ucieszyłam i zdziwiłam i mówię, że przecież "wow", super za pierwszym razem! Na co moja połówka informuje skromnie, że przecież to proste i że kiedyś na wyjazdach z mamą całe worki wyciągał maskotek, że dużo grał i ma wprawę... Ile to ja jeszcze rzeczy o nim nie wiem:*, w każdym razie trafił do nas nowy przyjaciel rodziny. Dostał od razu swoje imię: Miedziak i do końca wyjazdu towarzyszył nam w podróży:)
Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie zgarnęli choć jednej kaczuchy. Blisko Międzyzdrojów znajduje się Wzgórze Gosań, położone na terenie Wolińskiego Parku Narodowego. Jest to wzniesienie liczące aż 93,4 m.n.p.m, czuło się wysokość chcąc się do niego dostać. A jak już się wspięliśmy, po drodze podziwiając uroki parku, widok zaparł nam dech w piersiach... Słuchajcie, tam po prostu trzeba być... czasami, kiedy nie mogę zasnąć wyobrażam sobie piękne widoki, miejsca przyjemne. Od tej pory takim usypiaczem jest ten widok... Naprawdę cudownie, pięknie, jakby człowiek przeniósł się do świata marzeń. Dziękujemy autorowi kesza za pokazanie tak świetnego miejsca, bez geocachingu w życiu nie wiedzielibyśmy o jego istnieniu, pozdrawiamy Soolash.
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
Różnorodne Świnoujście
Całkiem spontanicznie zdecydowaliśmy się na małe wakacje. Wojtuś dostał trzy dni wolnego i wyszło nam aż pięć dni, które mogliśmy wykorzystać na podróż. Taka ilość czasu pozwoliła nam wyruszyć nad nasze ukochane morze:)
Tym razem zdecydowaliśmy się na Świnoujście, na mapie geocachingu sporo kaczek, a także w fajnej cenie hotele z wszelkimi udogodnieniami:) Nic tylko jechać...
Już koło 15.00 meldowaliśmy się w Polarisie (polecamy serdecznie, można znaleźć na traveliście świetne promocje), no to rozpakowanie rzeczy i na plaże:)
Jak już przywitaliśmy morze ruszyliśmy na kaczki:) a tych sporo w okolicy. W bliskiej odległości od plaży można było pozbierać między innymi parę skrytek tradycyjnych, a także EarthCache (czyli kesz w miejscu geologicznych zjawisk Ziemnych). Bardzo podobała nam się skrytka Latarni Morskiej i związana z nią legenda...
Otóż Alicja- żona jednego z marynarzy, który poprzez wypływanie na morze za każdym razem wracał coraz bardziej podstarzały i w złej kondycji fizycznej, któregoś dnia płakała nad losem męża nad brzegiem morza. W pewnym momencie usłyszała głos, który radził jej by szukała ratunku w wiatraku stojącym nieopodal. Patrząc w tamtą stronę zauważyła wychodzącego z niego starego młynarza, który polecił jej mężowi okładać się błotem, zażywać kąpieli w morzu i spacerować. Tydzień później mąż Alicji poszedł odwiedzić młynarza w Wiatraku, z którego wyszedł odmłodniały. Obiekt zaczęli odwiedzać i inni marynarze, którzy równie szybko, stosując się do zaleceń, młodnieli. Trwało to jednak do chwili kiedy żył stary młynarz, później mechanizm wiatraka stanął, a i nikt nie znał sekretów jego zabiegów. Nie przeszkadza to jednak kolejnym podróżnikom, nie tylko marynarzom w odwiedzaniu Świnoujścia i Wiatraka, spacerowaniu po plaży, pływaniu, okładaniu się błotem, wierząc że są to zabiegi wystarczające do zachowania młodości na długi czas:)
Po za plażą i keszami w ścisłej jej okolicy, wiele skrzyneczek znajdowało się na różnych innych ciekawych terenach, między innymi parkach i lasach. A flora faktycznie w Świnoujściu zachwyca swoją urokliwością i bajecznością. Spacery wśród natury dostarczają wielu pozytywnych wrażeń estetycznych. Pozwalają wypocząć, a także poczuć się trochę jak w bajce. Wiele jest tutaj różnych odmian drzew, które wyglądem tworzą magiczny klimat, "Parałajz w Krainie czarów" :)
No i oczywiście można w tych miejscach pozbierać całkiem sporo, różnego rodzaju keszy. Mulciaki, zagadkowe, a także zwykłe tradycyjne, dla każdego coś miłego. Fajne maskowania i opakowania keszy, pomysłowe i z humorem, naprawdę miło było je znajdować:)
W Świnoujściu jest też bardzo ładna promenada, która co prawda w tym okresie nie była jeszcze w pełni żyjąca, mimo to gofry i lody można było zjeść, więc czego więcej trzeba?:) Brak tłumów, był cudowny i zapraszający do łazęgi, długiej łazęgi...
Warto w czasie tych spacerów udać się na port jachtowy- Marina, który jest największy na Polskim Wybrzeżu. Może tu zacumować aż 400 jednostek pływających.
Dobrze zobaczyć Fort Anioła, który był punktem artyleryjsko- obserwacyjnym Twierdzy Świnoujście. A także inne obiekty znajdujące się w okolicy, między innymi kuchnie polową:D
Jeżeli chodzi o czas spędzony w tym nadmorskim Mieście z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że nie da się tutaj nudzić. Wiele, wiele atrakcji, piękne tereny zielone (chociaż trochę zaniedbane w niektórych momentach- pełno śmieci), a przede wszystkim piękna piaszczysta plaża, są ogromnym atutem Świnoujścia!
Można spotkać tutaj też postaci jak z delikatnego dreszczowca, mianowicie Mewy nazwane przeze mnie- Mewami Hitchcocka, które niczego się nie boją i tylko widzą jedzenie już są koło Ciebie. Potrafią nawet jeść z ręki, chociaż uważałabym próbując tego bez przeszkolenia:)
W całym Świnoujściu panuje tolerancyjny klimat, nie ma barier i podziałów, różne gatunki potrafią ze sobą świetnie koegzystować:)
Wiele słychać tutaj niemieckiego, w końcu od granicy dzieli nas 2 km. W pewnym momencie zdurnieliśmy czy mówić ludziom "dzień dobry" czy "guten tag", w efekcie uśmiechaliśmy się tylko półgębkiem:)
Podsumowując, Świnoujście naprawdę bardzo pozytywnie nas zaskoczyło. Kesze tutaj były na bardzo wysokim poziomie! Najbardziej podobały nam się pomysłowe skrzyneczki Piotra-56, którego serdecznie pozdrawiamy! Zobaczcie jakie maskowanie i gdzie tu kesz???
Zainspirowaliśmy się Jego pomysłami i zamierzamy trochę rzeczy powtórzyć w okolicy, zachwycicie się keszerzy:) Oczywiście pozdrawiamy też innych autorów cachy, którzy świetnie ukazali miastowe ciekawostki.
Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyjazdu i polecamy wszystkim, naprawdę warto odwiedzić to różnorodne Miasteczko:)
Tym razem zdecydowaliśmy się na Świnoujście, na mapie geocachingu sporo kaczek, a także w fajnej cenie hotele z wszelkimi udogodnieniami:) Nic tylko jechać...
Już koło 15.00 meldowaliśmy się w Polarisie (polecamy serdecznie, można znaleźć na traveliście świetne promocje), no to rozpakowanie rzeczy i na plaże:)
Jak już przywitaliśmy morze ruszyliśmy na kaczki:) a tych sporo w okolicy. W bliskiej odległości od plaży można było pozbierać między innymi parę skrytek tradycyjnych, a także EarthCache (czyli kesz w miejscu geologicznych zjawisk Ziemnych). Bardzo podobała nam się skrytka Latarni Morskiej i związana z nią legenda...
Otóż Alicja- żona jednego z marynarzy, który poprzez wypływanie na morze za każdym razem wracał coraz bardziej podstarzały i w złej kondycji fizycznej, któregoś dnia płakała nad losem męża nad brzegiem morza. W pewnym momencie usłyszała głos, który radził jej by szukała ratunku w wiatraku stojącym nieopodal. Patrząc w tamtą stronę zauważyła wychodzącego z niego starego młynarza, który polecił jej mężowi okładać się błotem, zażywać kąpieli w morzu i spacerować. Tydzień później mąż Alicji poszedł odwiedzić młynarza w Wiatraku, z którego wyszedł odmłodniały. Obiekt zaczęli odwiedzać i inni marynarze, którzy równie szybko, stosując się do zaleceń, młodnieli. Trwało to jednak do chwili kiedy żył stary młynarz, później mechanizm wiatraka stanął, a i nikt nie znał sekretów jego zabiegów. Nie przeszkadza to jednak kolejnym podróżnikom, nie tylko marynarzom w odwiedzaniu Świnoujścia i Wiatraka, spacerowaniu po plaży, pływaniu, okładaniu się błotem, wierząc że są to zabiegi wystarczające do zachowania młodości na długi czas:)
Po za plażą i keszami w ścisłej jej okolicy, wiele skrzyneczek znajdowało się na różnych innych ciekawych terenach, między innymi parkach i lasach. A flora faktycznie w Świnoujściu zachwyca swoją urokliwością i bajecznością. Spacery wśród natury dostarczają wielu pozytywnych wrażeń estetycznych. Pozwalają wypocząć, a także poczuć się trochę jak w bajce. Wiele jest tutaj różnych odmian drzew, które wyglądem tworzą magiczny klimat, "Parałajz w Krainie czarów" :)
No i oczywiście można w tych miejscach pozbierać całkiem sporo, różnego rodzaju keszy. Mulciaki, zagadkowe, a także zwykłe tradycyjne, dla każdego coś miłego. Fajne maskowania i opakowania keszy, pomysłowe i z humorem, naprawdę miło było je znajdować:)
W Świnoujściu jest też bardzo ładna promenada, która co prawda w tym okresie nie była jeszcze w pełni żyjąca, mimo to gofry i lody można było zjeść, więc czego więcej trzeba?:) Brak tłumów, był cudowny i zapraszający do łazęgi, długiej łazęgi...
Warto w czasie tych spacerów udać się na port jachtowy- Marina, który jest największy na Polskim Wybrzeżu. Może tu zacumować aż 400 jednostek pływających.
Dobrze zobaczyć Fort Anioła, który był punktem artyleryjsko- obserwacyjnym Twierdzy Świnoujście. A także inne obiekty znajdujące się w okolicy, między innymi kuchnie polową:D
Jeżeli chodzi o czas spędzony w tym nadmorskim Mieście z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że nie da się tutaj nudzić. Wiele, wiele atrakcji, piękne tereny zielone (chociaż trochę zaniedbane w niektórych momentach- pełno śmieci), a przede wszystkim piękna piaszczysta plaża, są ogromnym atutem Świnoujścia!
Można spotkać tutaj też postaci jak z delikatnego dreszczowca, mianowicie Mewy nazwane przeze mnie- Mewami Hitchcocka, które niczego się nie boją i tylko widzą jedzenie już są koło Ciebie. Potrafią nawet jeść z ręki, chociaż uważałabym próbując tego bez przeszkolenia:)
W całym Świnoujściu panuje tolerancyjny klimat, nie ma barier i podziałów, różne gatunki potrafią ze sobą świetnie koegzystować:)
Wiele słychać tutaj niemieckiego, w końcu od granicy dzieli nas 2 km. W pewnym momencie zdurnieliśmy czy mówić ludziom "dzień dobry" czy "guten tag", w efekcie uśmiechaliśmy się tylko półgębkiem:)
Podsumowując, Świnoujście naprawdę bardzo pozytywnie nas zaskoczyło. Kesze tutaj były na bardzo wysokim poziomie! Najbardziej podobały nam się pomysłowe skrzyneczki Piotra-56, którego serdecznie pozdrawiamy! Zobaczcie jakie maskowanie i gdzie tu kesz???
Zainspirowaliśmy się Jego pomysłami i zamierzamy trochę rzeczy powtórzyć w okolicy, zachwycicie się keszerzy:) Oczywiście pozdrawiamy też innych autorów cachy, którzy świetnie ukazali miastowe ciekawostki.
Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyjazdu i polecamy wszystkim, naprawdę warto odwiedzić to różnorodne Miasteczko:)
wtorek, 12 kwietnia 2016
Deszczowy Wałbrzych i okolice
Ubiegły weekend raczej nie zachęcał do wycieczek, mimo to umówiliśmy się na odbiór wózka za Wałbrzychem, więc nie bylibyśmy sobą przy okazji nie zahaczyć o kilka keszy:D
Z rana okazało się, że akurat w sobotę w Wałbrzychu odbywają się dwa eventy, no to super, pędzimy w takim razie spotkać się z innymi Keszerami, wymienić drewniaki. Spóźnieni, zsapani dojechaliśmy na jedno wydarzenie, było bardzo miło, chociaż krótko. Dziękujemy za drewniaki i pozdrawiamy wałbrzyską ekipę.
Miejsce, w którym odbył się event to Harcówka, czyli Dom podróżnika. No super schronisko! Ogień w kominku, klimat taki trochę górski, barek ozdobiony rękodziełem, ławki w środku, drewniane stoliki- takie swojskie, równe miejsce. Znajduje się ono w Parku im. Króla Jana Sobieskiego III, który ma charakter leśny. Naprawdę to skupisko zieleni robi ogromne wrażenie, Park jest WIELKI, na jego terenie znajduje się największa ilość pomników przyrody zlokalizowanych we wszystkich dzielnicach Wałbrzycha.Natomiast Harcówka ma spełniać rolę gospody i zapewnić schronienie podróżnikom. Posiada ona miejsca noclegowe, a także restaurację i katering. A przed obiektem piękny widok na Miasto! Polecamy odwiedzić miejsce jak będziecie w pobliżu!
Kolejnym świetnym keszem w Wałbrzychu był Kościół Zmartwychwstania. Szok jak super przygotowany, aż 33 polubienia, naprawdę warto zgarnąć!
Kościółek rzymskokatolicki, zbudowany w stylu neogotyckim.Posiada nawę główną, a także dwie poboczne. Można podziwiać witraże w oknach, a także relikwie Jana Pawła II.
Kesz oddalony jest parę metrów od Kościoła, pomysł i wykonanie zasługują na spore oklaski i naśladowanie:) ale więcej nie zdradzimy... bawcie się sami!
Po tych miłych keszach przeżyliśmy trochę rozczarowań, okazało się bowiem, że wózek po który jechaliśmy jest totalnie nie do kupienia. Śrubki w rdzy, nie składa się, ogólnie lipa straszna. Także choćbyśmy chcieli niestety nie szło go wziąć... Na szczęście dość szybko namierzyliśmy podobny model w Komorowie, szybki telefon i już jedziemy oglądać kolejną furmankę dla naszej Dzidzi:)
A po drodze może trochę z nakładem, zajechaliśmy do kesza Zamek Bagieniec. Miejsce bardzo przyjemne, wzniosłe i dostojne. Ruiny i teren wkoło warte spaceru.
W końcu zajeżdżamy do Komorowa, parę spojrzeń na wózek i jest! Tak to najlepsza fura dla naszej Dzidzi, musi być nasz:) Także zadowoleni, spokojni i z wózkiem! mogliśmy powoli wracać do domu.
Ogólnie wyjazd owocny w kaczuszki, pomimo że pogoda była okropna. Cały dzień lało, ponuro, zimno. Ale cóż, pasja czasami jest jak ulubiony smakołyk, nie da rady się powstrzymać... I tak to właśnie u nas działa.
Wałbrzych pozostawia w nas bardzo pozytywne wrażenia, tych parę keszy które zgarnęliśmy były dopiero przedsmakiem prawdziwego szukanio- zwiedzania. A zatem do zobaczenia w jakiś, tym razem słoneczny, dzień:)
Z rana okazało się, że akurat w sobotę w Wałbrzychu odbywają się dwa eventy, no to super, pędzimy w takim razie spotkać się z innymi Keszerami, wymienić drewniaki. Spóźnieni, zsapani dojechaliśmy na jedno wydarzenie, było bardzo miło, chociaż krótko. Dziękujemy za drewniaki i pozdrawiamy wałbrzyską ekipę.
Miejsce, w którym odbył się event to Harcówka, czyli Dom podróżnika. No super schronisko! Ogień w kominku, klimat taki trochę górski, barek ozdobiony rękodziełem, ławki w środku, drewniane stoliki- takie swojskie, równe miejsce. Znajduje się ono w Parku im. Króla Jana Sobieskiego III, który ma charakter leśny. Naprawdę to skupisko zieleni robi ogromne wrażenie, Park jest WIELKI, na jego terenie znajduje się największa ilość pomników przyrody zlokalizowanych we wszystkich dzielnicach Wałbrzycha.Natomiast Harcówka ma spełniać rolę gospody i zapewnić schronienie podróżnikom. Posiada ona miejsca noclegowe, a także restaurację i katering. A przed obiektem piękny widok na Miasto! Polecamy odwiedzić miejsce jak będziecie w pobliżu!
Kolejnym świetnym keszem w Wałbrzychu był Kościół Zmartwychwstania. Szok jak super przygotowany, aż 33 polubienia, naprawdę warto zgarnąć!
Kościółek rzymskokatolicki, zbudowany w stylu neogotyckim.Posiada nawę główną, a także dwie poboczne. Można podziwiać witraże w oknach, a także relikwie Jana Pawła II.
Kesz oddalony jest parę metrów od Kościoła, pomysł i wykonanie zasługują na spore oklaski i naśladowanie:) ale więcej nie zdradzimy... bawcie się sami!
Po tych miłych keszach przeżyliśmy trochę rozczarowań, okazało się bowiem, że wózek po który jechaliśmy jest totalnie nie do kupienia. Śrubki w rdzy, nie składa się, ogólnie lipa straszna. Także choćbyśmy chcieli niestety nie szło go wziąć... Na szczęście dość szybko namierzyliśmy podobny model w Komorowie, szybki telefon i już jedziemy oglądać kolejną furmankę dla naszej Dzidzi:)
A po drodze może trochę z nakładem, zajechaliśmy do kesza Zamek Bagieniec. Miejsce bardzo przyjemne, wzniosłe i dostojne. Ruiny i teren wkoło warte spaceru.
Ogólnie wyjazd owocny w kaczuszki, pomimo że pogoda była okropna. Cały dzień lało, ponuro, zimno. Ale cóż, pasja czasami jest jak ulubiony smakołyk, nie da rady się powstrzymać... I tak to właśnie u nas działa.
Wałbrzych pozostawia w nas bardzo pozytywne wrażenia, tych parę keszy które zgarnęliśmy były dopiero przedsmakiem prawdziwego szukanio- zwiedzania. A zatem do zobaczenia w jakiś, tym razem słoneczny, dzień:)
czwartek, 7 kwietnia 2016
Rowerem przez Las Mokrzański
A w niedziele mój Luby z kolegą spakowali na bagażnik swoje rowery i ruszyli na podbój Lasu Mokrzańskiego. Niestety z powodu dość pokaźnego brzucha, nie nadaje się już na rower, a szkoda, strasznie mi brakuje tego dwukołowego przyjaciela, zwłaszcza jak robi się tak ciepło... No cóż póki co, mój Łajz chociaż mógł skorzystać z wysokiej temperatury i wybrać się w rowerową podróż.
A wybrał się do Lasu Mokrzańskiego - największego kompleksu leśnego w okolicach Wrocławia,
(aż 551 hektarów). W zachodniej części lasu znajduje się najwyżej położone naturalne wzniesienie w granicach miasta, dalej znajduje się wzgórze Twaróg, a także Góra Wilkszyńska. Przez las płynie Łękawica i klika mniejszych strumieni. (źródło wikipedia.org)
I właśnie w tym klimatycznym lesie do popołudnia grasowali męski Łajz i Whisky.
Można tu znaleźć wiele skrzyneczek o różnym rodzaju trudności, w większości to cache tradycyjne. Kordy, jak to w lesie szaleją, więc trzeba się uzbroić w cierpliwość i nastawić na dłuższe szukanie skarbów. Podpowiedzi raczej mało sugerujące, typu; drzewo:) w lesie mało pomocne- niestety. Rekompensatą były liczne pierwsze znalezienia, także chłopaki zadowoleni mimo długiego często szukania. Już by chcieli od razu wszystko znajdować, czasami się tak nie da, trzeba trochę poszperać i pogłówkować:)
Trochę zdjęć z podróży, tak żeby oddać klimat miejsca.
Ogólnie z relacji chłopaków wynika, że warto odwiedzić Las Mokrzański. Po za zabawą i przyjemnością zbierania keszy, można aktywnie spędzić czas.
A wy jak tam przestawiliście się już na wiosenne tory? Jeździcie rowerami, a może macie jakąś inną ulubioną dyscyplinę sportową, którą uprawiacie na powietrzu:D? Podzielcie się wrażeniami, pozdrawiamy:*
A wybrał się do Lasu Mokrzańskiego - największego kompleksu leśnego w okolicach Wrocławia,
(aż 551 hektarów). W zachodniej części lasu znajduje się najwyżej położone naturalne wzniesienie w granicach miasta, dalej znajduje się wzgórze Twaróg, a także Góra Wilkszyńska. Przez las płynie Łękawica i klika mniejszych strumieni. (źródło wikipedia.org)
I właśnie w tym klimatycznym lesie do popołudnia grasowali męski Łajz i Whisky.
Można tu znaleźć wiele skrzyneczek o różnym rodzaju trudności, w większości to cache tradycyjne. Kordy, jak to w lesie szaleją, więc trzeba się uzbroić w cierpliwość i nastawić na dłuższe szukanie skarbów. Podpowiedzi raczej mało sugerujące, typu; drzewo:) w lesie mało pomocne- niestety. Rekompensatą były liczne pierwsze znalezienia, także chłopaki zadowoleni mimo długiego często szukania. Już by chcieli od razu wszystko znajdować, czasami się tak nie da, trzeba trochę poszperać i pogłówkować:)
Trochę zdjęć z podróży, tak żeby oddać klimat miejsca.
A wy jak tam przestawiliście się już na wiosenne tory? Jeździcie rowerami, a może macie jakąś inną ulubioną dyscyplinę sportową, którą uprawiacie na powietrzu:D? Podzielcie się wrażeniami, pozdrawiamy:*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)