Na Sowę wdrapaliśmy się z Marysią, tym razem z plecakiem. Wybraliśmy najprostszy, według nas, szlak- żółty. Po mimo, że fajnie i szybko się nim wchodzi, jest nie do pokonania z wózkiem.
Plecak turystyczny jest wspaniałą rzeczą na takie wędrówki. Moja ukochana Tula świetnie się sprawdza, ale w góry, jednak trzeba konkretnego, sprzętu noszącego. Plecak jest wygodny, lekki, mała super zadowolona, podziwiała mijane widoki.
A same widoki przednie! Góry są piękne, takie odświeżające, bezkresne. Człowiek idzie, poci się, sapie, stęka, ale twarz się cieszy, umysł odpoczywa.
Wielka Sowa liczy sobie 1015 m.n.p.m, tym samym będąc najwyższym szczytem w Sudetach Środkowych. Nie jest jednak, jakoś bardzo wymagająca. Wejście na górę zajęło nam 40 minut, po drodze podejmując jeszcze kesza. Jest, co prawda, bardziej stroma niż Ślęża, ale idzie się naprawdę przyjemnie i żwawo.
Sówka jest typową Górą na weekendowy spacer. Taki na luzie, że nie trzeba lecieć rano, szybko, szybko, tylko spoko, wyspać się, pogotować i można wchodzić. My zaczęliśmy się wspinać dopiero po 14.00.
A na szczycie młoda trochę połazęgowałą. Męski Łajz poleciał zdobywać kesza, a ja się luzowałam i odpoczywałam. Na samej górze jest wieża widokowa, na którą trzeba wejść jeżeli chcemy zobaczyć coś z góry. Ja się wspięłam na wieżę, na górze robiąc trochę zdjęć.
Powrót po 17.00 i jakoś to świetnie wyważyliśmy, bo tylko zeszliśmy i rozpętała się ogromna burza. Nic tego nie zapowiadało, niebo czyste, ładna pogoda. Cóż góry są nieprzewidywalne, więc jak prognozują deszcz, a tu, jakoś na niego się nie zapowiada, nie znaczy to, że zaraz nie będzie urwania chmury.
Na szczęście udało się i tym razem szczęśliwie wrócić do domu.
O! Wygląda super, musimy się tam kiedyś wybrać.Młodej spodobało się chodzenie po górach :D
OdpowiedzUsuń