poniedziałek, 27 marca 2017

Plantami przez Rawicz

Pogoda ostatnio nas rozpieszcza, a i Maryś już dorosła do dłuższych spacerów, więc ostatnia niedziela była w podróży. Tym razem wybraliśmy Rawicz. A Rawicz stoi Plantami, całkiem okazałymi, drugimi, pod względem wielkości w Polsce. To oprócz całkiem fajnych terenów do spacerowania, IX wieczny zabytek. Planty noszą imię Jana Pawła II,jest tu również pomnik, tego zacnego człowieka. 


Ledwo co zajechaliśmy do Rawicza, oczywiście już głodni:D Coś jest z tymi geocachingowymi podróżami, że tylko noga wyjdzie nam z auta i musi być jeść. Od razu, najlepiej kanaszka:D Tutaj nie było inaczej:D i to męski Łajz, a widzisz Wojtek a ze mnie się śmiejesz, że jem i jem:P


Dobrze a teraz do rzeczy, całkiem ciekawa trasa keszowa, akurat do rozruszania nóg. Kaczki proste, mile i przyjemne. Fajnie umiejscowione, pokazujące zabytki Rawicza. W Rawiczu czuliśmy się podobnie jak w Krakowie, miasto jest stare z historią. Czuć tu leciwego ducha, który wiele już widział.


 Kesze łapaliśmy jeden po drugim, z zadowoleniem logując kolejne buźki. Po za skrzynkami "plantowymi", po drodze zgarnęliśmy również kesze; Dom Kultury, Czerwony i Biały Kościół. Oczywiście kościołów nie mogło zabraknąć w niedziele. Wszystkie trzy budowle, naprawdę warte zobaczenia.


Mi szczególnie przypadł do gustu Czerwony Kościół, którego jednak nie dało się zwiedzić, bo był zamknięty, szkoda. Opatrzyliśmy budowle z jednej z drugiej strony, trochę się pozachwycaliśmy i dalej w drogę.
Fajny parczek z widokiem na Zakład Karny (nie mogliśmy nie zauważyć murów i koncertiny- kolos). W rawickim więzieniu siedzieli więźniowie polityczni, żołnierze AK, jednostka pełniła rolę kaźni i represji dla wielu honorowych ludzi. Wykonywano tu kary śmierci, brrrrr.... W chwili obecnej humanitarna jednostka, w której kare pozbawienia wolności może odbywać aż 841 osób.




Oprócz tego po drodze górka z armatką- bardzo ciekawie.
Wkoło naszej trasy dużo drzew, krzewów, fakt, że jeszcze słabo zielonych, ale i tak całkiem przyjemnie. Ptaszki śpiewają, ludzie leniwie spacerują, niedzielny klimat, fajnie było.
Koniecznie Superpestka, zrób serwis Synagogi, bo nie możemy zostać z DNF-em:) a tak super kesze, w ciekawych miejscach gratulujemy i pozdrawiamy. A was moi mili zapraszamy do Rawicza.



wtorek, 14 marca 2017

Parkowy Lubin

Niedziela upłynęła nam aktywnie i miło. Nie zrażeni lekkim wiatrem ruszyliśmy na podbój, imponującego w kesze Lubina. W domu planowałam zebranie przynajmniej 10 kaczek z GOL- a (geochacingowej obwodnicy Lubina), Wojtek jednak skutecznie mnie spacyfikował. Zdecydował, że zaczniemy powoli, łapiąc trzy kaczki, przy okazji spacerując po parku. Plan okazał się strzałem w dziesiątkę.
Park wrocławski, bo tam wybraliśmy się na keszobranie, kojarzył mi się z plastikowymi dinozaurami, które często mijaliśmy w drodze do centrum. Podejrzewałam, że to kolejny jakiś tam, byle jaki,  "parczek" dla dzieci, och jakże się myliłam...
 Już po kilku krokach zmieniłam zdanie i z zachwytem obserwowałam kolejne klatki z ptaszkami i tereny zielone. Park Wrocławski jest miejscem, gdzie znajduje się mini zoo, złożone głównie z gatunków ptaków, ale nie tylko. 





 Jest to miejsce edukacji przyrodniczej, w której można zobaczyć także grady i łęgi, czyli lasy i tereny leśne. W dalszej części znajduje się plac zabaw dla dzieci, staw z kaczuszkami, których nie należy dokarmiać. Jest także szlak dinozaurów, który składa się z wielu replik 1;1, tych prehistorycznych osobników.


Bardzo fajnie było przespacerować się wśród takich koleżków, jednego prawie ujarzmiłam:D Wyszło ze mnie delikatnie dziecko przy okazji tego spaceru, to niesamowite jak fajnie jest się powygłupiać i ponaśmiewać, przy tym z boku mając "dzidzie", że niby ją rozśmieszając! (fakt, że cały spacer przespała jest drugorzędny:).
Same cache w parku, na mega świetnym poziomie! Szczerze polecamy i zapraszamy do szukania. Wiedzieliśmy, że skrytki użytkownika K6 są pomysłowe i twórcze, jednak te w parku totalnie zwaliły nas z nóg. Kaczki wykonane bardzo starannie, pomysłowe, świetne! Podjęcie ich wiąże się z chwilą  pomyślunku, ale takiego bardzo przyjemnego, nie tam trudnego główkowania. W tym czasie można się pozachwycać widokiem samej skrytki. "Ochów" i "Achów" nie było końca, brawo!
Nie możemy pokazać Wam skrytek, ponieważ właściciel prosił o nie spojlerowanie, także musicie uwierzyć nam na słowo i sami się przekonać.
Jedna ze skrytek wymagała od mnie, boi- pupki nie lada wyzwania. Próba wyciągnięcia kaczki przez jedna osobę może się nie udać.
Męski Łajz próbował podejść "gadzinę" z jednej i drugiej strony, niestety...  Ja podjęłam wyzwanie.. Włożyłam rękę w miejsce ukrycia a tam;  mokro, dziwnie, nie wiadomo czego się spodziewać... Na szczęście akurat nikt nie przechodził, bo by pomyślał, "wariaty", kobieta dorosła na baranach u faceta, piszczy i wrzeszczy, wkładając rękę w dziuple- komedia:)
Było nie lada emocji i radości, już prawie zapomnieliśmy jak świetnie jest połazęgować, zwłaszcza z geocachingowym celem. Do Lubina na pewno w niedalekiej przyszłości wrócimy, bo kaczek tam co nie miara! Do zobaczenia na tamtejszym szlaku:*
A Wy, coś łazęgujecie?