wtorek, 16 lutego 2016

walentynkowe Borowice i Karpacz

Noc w hotelu minęła nam bez większych zakłóceń, pełni energii, wyspani i głodni wrażeń ruszyliśmy punkt 9.00 w drogę.
Pogoda nie do końca zachęcała, ale kto by się tam przejmował takimi szczegółami, jak padający deszcz. Cel; kesze w Borowicach, królestwo sławnego, sympatycznego Plomby (pozdrawiamy serdecznie). Miejsce, co tu dużo gadać bardzo zachęcające, mnogo okeszowane. Niestety w moim ciężarnym stanie nie wszędzie udało nam się zajść i  nie odszukaliśmy wszystkich skarbów, ale na pewno jeszcze tu wrócimy.
Plombowe skrzyneczki znajdowały się na kordach, podpowiedzi faktycznie pomocne, a miejsca keszynek godne zobaczenia. W ogóle bardzo dobrze czuliśmy się w tej kameralnej Osadzie :) bardzo miły to był spacer, dziękujemy.









 a tu jeszcze w drodze do keszynek, świat stoi na głowie, widzieliście już coś takiego?
 W pewnym momencie już tak mi buty przemokły, że trzeba było wrócić do hotelu po świeże skarpetki i inne obuwie. Fajnie, że wzięłam dwie pary kozaków, bo bym została ze szpilkami, które wzięłam w razie "w" (co się raczej na wyjazdach nie zdarza). Cóż jeszcze w domu zastanawiałam się czy wziąć buty trekkingowe, ale kto by brał takie w góry:), (a pytałam mojego Łajza i twierdził "po co? już po zimie" no i wymieniałam skarpetki i buty podczas podróży w każdy dzień dwa razy:)).  No cóż teraz już wiem...
 W drugiej części dnia pojechaliśmy do Karpacza, gdzie zebraliśmy dwa wspaniałe kesze:) Zaprowadziły nas one do miejsc, których wcześniej nie widzieliśmy. Anomalie grawitacyjne faktycznie bardzo ciekawe zjawisko, mulciak the beściak, zasłużenie okrzyknięty jednym z lepszych w tym regionie. A i drugi kesz krucze skały okazał się skarbem, nie tylko ze względu na samego kesza, ale i na wydarzenie, które miało tam miejsce:) Otóż kiedy już myślałam, że mój kochany Łajz zapomniał o walentykach i wcale nic dla mnie nie ma z tej okazji. On ze wzruszeniem, odpinając zamek w kurtce, wyciągnął mały pakuneczek, ukląkł na jedno kolano (a mokra ziemia jak cholera) i zapytał czy zostanę jego żona? Sceneria piękna, krajobraz fascynujący, przebijające się przez skałki słońce, czuło się tam obecność Ducha Gór, no klimat nieziemski... i On w klęczki przede mną, mój kochany .... Tak mnie zaskoczył, że z emocji nie wiedziałam co tu robić. Śmiech zmieszał się ze łzami:) oczywiście zgodziłam się bez zastanowienia. Już niedługo zatem będę geożoną moi drodzy, to brzmi dumnie:)










 Geodzień pełen wrażeń. Polecamy Borowice i Karpacz serdecznie i dziękujemy za klimat, który towarzyszył nam podczas zdobywania skarbów w tych miejscach.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz