Jak na mały teren jest tu całkiem sporo keszynek różnego rodzaju. Fajnie maskowane, różnorodne i ukryte w przyjemnych miejscach. Taki popołudniowy relaks niedzielny. Fakt, że niektóre kaczuchy skutecznie się przed nami schowały i nie dały się odnaleźć to i tak jesteśmy zadowoleni.
Takie właśnie sielskie klimaty zapraszające do aktywnego odpoczynku:)
W Buszkowicach bohaterem okazał się Tomek, który sam nie keszuje, ale z nami chętnie oddał się tej przyjemności. W ten dzień wymiatał i genialnie namierzał ukryte skrzynki. Tommy tak się wkręcił, że poświęcał się zdobywaniu kolejnych skarbów całkowicie.
Oczywiście wszystko nadzorował i asekurował mój Łajz, który bardzo się cieszył z męskiego, sprawnego towarzystwa. Ja za to bardzo powoli toczyłam się u boku mamy, która z przyjemnością dotrzymywała towarzystwa ciążowej łazęgowiczce. Taka wesoła kompania:)
Mama przydała się również Wojtkowi, jak zwykle aktywnie uczestnicząc w szukaniu.
Najbardziej z "buszkowych" keszy spodobał nam się zabytkowy wiatrak- Koźlak. Skrzyneczkę zatytułowaną Serce Koźlaka warto podjąć i zobaczyć całkiem dobrze utrzymaną budowlę z 1812 roku.
Całkiem miłe i przyjemne tereny obfitujące w sympatyczne kesze. Po mimo trochę słabej pogody, a także szalejących kordów, jesteśmy zadowoleni ze spędzonego wspólnie czasu w tej wiosce.
Ps. uważajcie na kleszcze, Tomek po eskapadzie w tereny leśne wyszedł z dwoma pasożytami na spodniach, na szczęście w porę "gadziny" namierzyliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz