sobota, 3 listopada 2018

Wspólny Karpacz

W Karpaczu bywamy często. To Miasto do, którego chętnie wracamy. Kojarzymy to miejsce głównie z miłością. To tutaj przyjechaliśmy świętować pierwsze walentynki, tutaj też Wojtek mi się oświadczył. Sentyment. Teraz także dołączamy do tych pięknych wydarzeń, wspólne wspomnienia z świetnego weekendu, tym razem już z Maryśką.



Karpacz ciągle przeżywamy inaczej. Odkrywamy nowe zakątki, miejsca, widoki.
Tym razem szukaliśmy w tym także atrakcji dla dzieciaków.
W pierwszy dzień pobytu zaplanowaliśmy chwile głównie pod małą. I tak, po za regularnymi miejscami trafiliśmy także na występy uliczne, które zafascynowały totalnie naszą całą trójkę.


A co do stałych miejsc zwiedziliśmy min. wystawę klocków Lego. Fajna ona i ciekawa. Dużo ruszających się elementów, świetnych rozwiązań i fenomenalna, strachotna kobra. Uśmialiśmy się przy niej do łez. 



Furorę zrobił także plac zabaw.  Przyznam Wam, że tak dobrego placu jeszcze nie widziałam. Nazywa się on "Park Bajek" i znajduje przy ul. Wilczej 2. Na jego terenie znajduje się wiele budek, w których można posłuchać bajek jeszcze z naszego dzieciństwa (chociaż Maryśka wolała inne atrakcje, to dla troszkę starszych dzieci super sprawa). Oprócz tego wiele urządzeń, które zapewnią świetny czas i mniejszym i trochę większym. 



Wszystko to kapitalnie położone. Jak, ewentualnie (po jakiś 5 godzinach) dzieciorek się zmęczy można podziwiać widoki wylegując się w słońcu. U nas odpoczynek trwał może z 5 minut, bo przecież tam jest trampolina, na której natychmiast trzeba poskakać. 



Jak już zaciągnęliśmy młodą do wyjścia przypomnieliśmy sobie o jedzeniu. Dzięki pochlebnym opiniom w necie znaleźliśmy Wiszące Tarasy, które po za smacznym jedzeniem serwują także wyśmienity widok. 


Atrakcje pierwszego dnia szybko nas ululały. Na kolejny dzień plan mieliśmy oczywisty- Śnieżka! Wyspani i żądni przygód z samego rana powitaliśmy ciotki i babcię, które dojechały i razem z nami nastawiły się na Szczyt.
Nie był to nad ambitny plan. Mieliśmy przecież w swoich szeregach małe dziecko i starszą Panią. Zdecydowaliśmy się w związku z tym na wjazd i zjazd na Kopę wyciągiem. Wbrew pozorom nie był to taki prosty plan. Stresowałam się jak kiedy trzymałam dziecko na rękach jadąc wysoko nad Ziemią. Babcia z ciociami prawie pojechały trzy razy, nie wiedząc, że barierki się podnosi. Zeszły z fotelików biało- filetowę, więc nie było lekko, co to to nie.




Wszystkie strachy nadrabiał nam widok. Był cudowny, kojący, odprężający, bezkresny. Góry są cudowne, wywołują same wzniosłe emocje, wyciszają. Babcia, która dawno nie nie była na takich wysokościach byłą zachwycona i chociaż umęczyła się wycieczką nie narzekała, chłonąc ten piękny czas.
Weszliśmy oczywiście mniej stromym szlakiem, tak by po niespełna godzinie znaleźć się na górze.




Mała po drodze na szczyt zasnęła. Spała jeszcze długo po wejściu. My w tym czasie raczyliśmy się ciepłą herbatą i wyjadaliśmy kanapki z plecaków. Wiało na górze niesamowicie i chociaż świeciło Słońce mocno zmarzliśmy. Pogadaliśmy, wspólnie chłonąc klimat miejsca. Sporo ludzi było tu z nami. Wiele dzieciaków, wiele rodzin, wiele zadowolonych z siebie osób.
Zejście było szybsze. Mała trochę pomaszerowała zaśmiewając się po drodze. Zbierała górskie kamyczki i zatrzymywała się po drodze chłonąc widoki, odpoczywając.
Po przygodzie ze zdobyciem Śnieżki byliśmy mocno pomęczeni. Uraczyliśmy się obiado- kolacją i do domu. I mimo wykończenia fizycznego załadowaliśmy baki odpoczywając psychicznie.
Góry ponownie nas nie zawiodły, oferując to co mają najlepsze spokój, wolność i wiele innych pomniejszych wspaniałości.