wtorek, 15 sierpnia 2017

Przepiękny i Niepozorny Chełmiec

Kolejnym szczytem do Korony Gór Polski, który w ostatnim czasie udało nam się ujarzmić jest Chełmiec. Planowany jakoś szczególnie nie był, ochów i achów też wcześniej nie słyszano, ale mówię Wam Perła! Nie spodziewaliśmy się tak pięknego i interesującego spaceru.
Wyruszyliśmy z towarzyszką przygód- Julią, no i oczywiście z głównie dowodzącą Marysieńką. Swoją wędrówkę zaczęliśmy w miejscowości Boguszowo- Gorce, kierując się na szczyt zielonym szlakiem.




Auto zostawiliśmy na całkiem dużym i o dziwo bezpłatnym parkingu. No i napaliliśmy się na wędrówkę, bo na szczyt całkiem dużo cachy! A więc kochani frajda na maksa, w końcu jakieś przygody. A kaczki nie byle jakie, otóż poświęcone- Drodze Krzyżowej Trudu Górniczego. Jest ich tutaj na trasie sporo, są na różnych poziomach trudności, raczej poziom hard. Skrzyneczki ulokowane blisko tabliczek poświęconych górnikom i im ciężkiej pracy. Więcej o całym przedsięwzięciu możecie poczytać w opisie keszy. Polecamy bardzo!
Sam spacer na szczyt nie jest wymagający, za to jest naprawdę przyjemny. Wszędzie rozpościera się cudny widok i oczywiście jest ten specyficzny klimat wolności, tak czuje się tylko tutaj, w Górach. Polecamy nawet z wózkami, z dziecorkami, z babciami, każdy da radę. No i będzie zadowolony, to pewne.






A wracając do keszy, było trochę trudno... Męski Łajz niósł naszą Pańcię, więc zbieranie, szukanie i przedzieranie się przez chabazie, przydzielone zostało Damskiemu Łajzowi i Ciocio- Kuzynce Julii.
O zgrozo! Nie przepadam za tym, ale o dziwo tutaj sprawiło mi to sporo radości. Do części kaczek było się trudno dostać, momentami musiałyśmy się nawet wspinać, wyobrażacie sobie- mnie boi dupkę, no i Julę też trochę boi dupkę. I tak razem człapałyśmy w las, z dala od Wojtka przed oczami mając ścigającego nas wilka, albo syczącą żmije czającą się pod nogami... Ach, blech, tak, było ciężko, ale wygrałyśmy! Głównie ze sobą, z dumą wpisując się w kolejne logbooki. Ja po tym doświadczeniu śmiałam się, że schudłam co najmniej 5 kg tyle kleszczy i komarów mnie podjadło!😀



Ludzie, którzy w pewnych momentach przechodzili blisko patrzyli dziwnie, na mnie w krzaczyskach, to wymyśliłam niezły patent. Podzielę się z Wami, jak kiedyś wylądujecie w krzakach, czy to przy szukaniu keszy, czy też z innego powodu zacznijcie się mądrzyć i udawać, że badacie dany teren. U nas w pobliżu było dużo drzew, no to zaczęłam gadkę, że szukam pradawnego drzewa :P Wymyślałam, sobie gatunek, udając, że znam się na latach drzewa itp. Ludzie przeszli, kesz w ręce, niepozorka, dobre co? 😅
Trochę się uśmiałyśmy przy wchodzeniu to fakt. Na samym jednak szczycie było całkiem refleksyjnie. Część naszego towarzystwa wspięła się na Wieżę widokową (wstęp 4 zł dorosły, 2 zł ulgowy) i tam zachwycała się bezkresem i wysokością. Część tylko jadła i piła- co też było spoko.



Samo zejście szybkie. Szkoda, że trzeba było tak szybko wrócić, trochę pogonił nas deszcz. Cóż strasznie polecamy Wałbrzyską Górę, oczekujemy kolejnych wyjazdów.    

niedziela, 13 sierpnia 2017

Półmaraton w Głuszycy

Tatko biega. Tatko biega długie dystanse. Matka jeździ za tatkiem. I to by było na tyle jeżeli chodzi o sportowe opisy (popisy) :) Chcecie więcej? No dobra niech będzie, że opowiem, ale krótko, bo zazdrość mnie zżera. Otóż odkąd wróciłam do pracy nie biegam za dużo, w sumie od dwóch tygodni nie biegam w ogóle. Oczywiście, Wojtek biega, nie wymawia, że nie ma czasu i serce mu się kraje kiedy musi zostawić małą. Idzie wieczorem, kiedy ja jestem już w łóżku. No i dzięki temu pozostaje w jako takim zdrowiu psychicznym i niezłej kondycji fizycznej. Nic, co mogło by się porównać z zwichrowaną matką... Ale i na mnie przyjdzie czas.
Ostatnio byliśmy, się zatem sprawdzić w Głuszycy, na półmaratonie, ojciec biegł, matka spacerowała z kuzynko/ciocią Julią (też było momentami ciężko no nie Julcia?).



Półmaraton ciekawy- szlakiem Riese, czyli bieg po naziemnych budowlach nazistowskich. Po drodze nasz biegacz zwiedził kompleksy- Osówkę oraz Włodarz. Z relacji naszego sportowego bohatera wynikało, że trasa ciężka, dużo podbiegów, pierwszy raz takie warunki.

Nigdy więcej w górach! Oczywiście zmieniło się to już po pół godzinie od przekroczenia mety:D Także za tydzień znów jedziemy się sprawdzać w naszych dyscyplinach, ojciec bieganie, matka manewrowanie wózkiem, sapanie, uśmiechanie, ganianie za dzieckiem, rozśmieszanie, przebieranie, karmienie itp. W sumie dobrze, że jeszcze nie biegam, bo nie wiem jak ja bym z tym wszystkim dała radę 😉


Pisałam, że wyjazd miał ukryty motyw. Otóż pojechałam z myślą aby się porządnie najeść. Chamskiego, obfitego, tłustego jedzenia. Już, jak tylko wsiadłam do auta, od tego całego niebiegania mnie rwało, zjadłam kanapkę, ale to nie to. Chęć była na McDonalda, tudzież inne fast... No i wszystko zaczęło się kręcić wokół tego:) Oczywiście gadka w aucie narobiła smaku wszystkim towarzyszom. Zjedliśmy w końcu na powrocie i było to iście królewskie jedzenie 😁 Także to, co wybiegane nie poszło na marne. Mi od tego gadania też ubyło kg więc jest na zero.
A tak wracając do poważnych spraw polecamy ten bieg. Fajna organizacja, spoko trasa i ekstra energia. W przyszłym roku też będziemy.