Wyruszyliśmy z towarzyszką przygód- Julią, no i oczywiście z głównie dowodzącą Marysieńką. Swoją wędrówkę zaczęliśmy w miejscowości Boguszowo- Gorce, kierując się na szczyt zielonym szlakiem.
Auto zostawiliśmy na całkiem dużym i o dziwo bezpłatnym parkingu. No i napaliliśmy się na wędrówkę, bo na szczyt całkiem dużo cachy! A więc kochani frajda na maksa, w końcu jakieś przygody. A kaczki nie byle jakie, otóż poświęcone- Drodze Krzyżowej Trudu Górniczego. Jest ich tutaj na trasie sporo, są na różnych poziomach trudności, raczej poziom hard. Skrzyneczki ulokowane blisko tabliczek poświęconych górnikom i im ciężkiej pracy. Więcej o całym przedsięwzięciu możecie poczytać w opisie keszy. Polecamy bardzo!
Sam spacer na szczyt nie jest wymagający, za to jest naprawdę przyjemny. Wszędzie rozpościera się cudny widok i oczywiście jest ten specyficzny klimat wolności, tak czuje się tylko tutaj, w Górach. Polecamy nawet z wózkami, z dziecorkami, z babciami, każdy da radę. No i będzie zadowolony, to pewne.
A wracając do keszy, było trochę trudno... Męski Łajz niósł naszą Pańcię, więc zbieranie, szukanie i przedzieranie się przez chabazie, przydzielone zostało Damskiemu Łajzowi i Ciocio- Kuzynce Julii.
O zgrozo! Nie przepadam za tym, ale o dziwo tutaj sprawiło mi to sporo radości. Do części kaczek było się trudno dostać, momentami musiałyśmy się nawet wspinać, wyobrażacie sobie- mnie boi dupkę, no i Julę też trochę boi dupkę. I tak razem człapałyśmy w las, z dala od Wojtka przed oczami mając ścigającego nas wilka, albo syczącą żmije czającą się pod nogami... Ach, blech, tak, było ciężko, ale wygrałyśmy! Głównie ze sobą, z dumą wpisując się w kolejne logbooki. Ja po tym doświadczeniu śmiałam się, że schudłam co najmniej 5 kg tyle kleszczy i komarów mnie podjadło!😀
Ludzie, którzy w pewnych momentach przechodzili blisko patrzyli dziwnie, na mnie w krzaczyskach, to wymyśliłam niezły patent. Podzielę się z Wami, jak kiedyś wylądujecie w krzakach, czy to przy szukaniu keszy, czy też z innego powodu zacznijcie się mądrzyć i udawać, że badacie dany teren. U nas w pobliżu było dużo drzew, no to zaczęłam gadkę, że szukam pradawnego drzewa :P Wymyślałam, sobie gatunek, udając, że znam się na latach drzewa itp. Ludzie przeszli, kesz w ręce, niepozorka, dobre co? 😅
Trochę się uśmiałyśmy przy wchodzeniu to fakt. Na samym jednak szczycie było całkiem refleksyjnie. Część naszego towarzystwa wspięła się na Wieżę widokową (wstęp 4 zł dorosły, 2 zł ulgowy) i tam zachwycała się bezkresem i wysokością. Część tylko jadła i piła- co też było spoko.
Samo zejście szybkie. Szkoda, że trzeba było tak szybko wrócić, trochę pogonił nas deszcz. Cóż strasznie polecamy Wałbrzyską Górę, oczekujemy kolejnych wyjazdów.