I mamy się całkiem dobrze. W tamten weekend, w końcu zdecydowaliśmy się na podróż! O Victorio! Popchnął nas do tego pobyt jednej z mamusiek w sanatorium (tak sami chyba byśmy się nie zdecydowali, a zwłaszcza na noc).
Budząc się w sobotę rano, półprzytomni, wymęczeni, spontanicznie zdecydowaliśmy; "a co tam, dawjta jedziem w Świat, będzie co będzie". Szybki telefon do siostrzyczki, czy może też stęskniła się za mamą i chce jechać, z nami, a no chce, to lecim. Samochód kombi zapakowany po dach (w końcu jedziemy na noc), zresztą "kochanie to przecież wszystkie rzeczy małej":)
W podróży nasza Rysia, okazuje się być aniołkiem, nagle Kotek maskotek jest Jej jedynym przyjacielem i wcale nie trzeba w każdej sekundzie zabawiać dzieciny. Zapowiada się nieźle... !
A, za tem mamuśka szybki podgląd w aplikację geocaching, rzut na Polanice i o dziwo sporo kaczuszek do zebrania. No to mordki się nam cieszą.
Pierwszy cache zaraz po rozpakowaniu i zgarnięciu starszyzny plemiennej (czyli mojej mamy):) Mała zawiązana w chustę, śpi spokojnie na piersi, a my szukando, a zarazem zwiedzando pięknej, na pierwszy, już rzut oka- Polanicy.
Deptak Południe to jeden z keszów, które składają się na serię projektu; Puchar Mamuta:D Oczywiście chwile nam tu zeszło, cwaniaczki zaczęliśmy szukać u podnóży schodów, a co tam trzeba sobie "ułatwiać". A w szukanie zaangażowała się cała nasza paczka, no miło wrócić do gry i to jeszcze w takim składzie.
W końcu jest, pierwszy keszyk wyjazdowy zdobyty:) przyjemny i zapowiadający całkiem fajną serię polanicką. Cała załoga odetchnęła z ulgą, w końcu nie zawsze trafia nam się tyle ludzi do szukania i trochę wstyd by był nie znaleźć. No to jeszcze parę groszy do bajorka (szeptem wypowiedziane życzenie) i w drogę, gdzieś zjeść i spocząć, bo powoli zastał nas mrok.
Kolejnego dnia, już o świcie na nogach. W hotelu istna chata wuja Toma, wszędzie walają się bodziaki, krótkie, długie, tu jakiś pampers, tu małe skarpetki...klops i już trzeba przebrać kupę, jeszcze krótkie spojrzenie obojga rodziców, czy aby ładna:) ładna... Cóż uroki macierzyństwa (rodzice wiedzą o czym mówię, a nie rodzice- wszystko przed Wami- nie spieszcie się!). I dawaj z rańca w dalsze zbieranie keszynek. A poranek rześki, powietrze inne, świeże, aż miło oddychać.
Malutka trochę się daje powozić w wózeczku i tak kolejno zdobywamy skrzyneczkę po skrzyneczce, kolekcjonując Puchar Mamuta, ałuuuuuu!
Kesze w Polanicy bardzo przyjemne, szybkie, z podpowiedziami sugerującymi miejsce ukrycia. Oczywiście wcale nie trzeba tych podpowiedzi czytać, jednak na nasze zmęczone głowy, było by za trudno, a tak czysta przyjemność. Łapaliśmy jedną skrzyneczkę za drugą, a cache zróżnicowane, ciekawie ukryte, a także tak rozplanowane, że cała Polanica Zdrój po serii jest już nam całkiem dobrze znana.
Mała o dziwo grzeczna, cichutko, albo sobie leży, albo siedzi w chuście, albo na rączki (cóż dziecko trzeba nosić kochani, zwłaszcza takie małe, rozwrzeszczane). Ogólnie bardzo się zdziwiliśmy Jej postawą, widać uwielbia być w podróży, a zatem trzeba łazęgować! Dziecko wdało się w rodziców:)
A w Wielkiej Pieniawie napić się bardzo zdrowej wody! I przy okazji zalogować earthcacha! Polecamy.